Konkurs literacki „Opowieści dawnych treści”

Zuzanna Antoszewska, klasa VI b

Opiekun merytoryczny  – Anna Stanek

 

 

Za moich czasów...

 

         Tegoroczne ferie są inne niż wszystkie, spędzamy je w domu przez epidemię koronawirusa. Pierwszego poranka ferii stało się coś niebywałego – spadł pierwszy śnieg. Stanęłam w oknie i oczom nie wierzyłam: płatki śniegu wolno opadały na ziemię, a mój dziadek chodził z łopatą po podwórku i odśnieżał. Pomyślałam, że fajnie by było, gdyby zostawił odśnieżanie, bo chcę, aby moje podwórko było przykryte pierzynką ze śniegu – jak mówią słowa piosenki „Zima lubi dzieci”....

 Tego dnia byłam bardzo radosna, bo po pierwsze koniec zdalnych lekcji, po drugie przyszła zima,    a z nią śnieg. Dziadek zauważył mój dobry humor i zapytał:

– Co ty, wnusiu, taka radosna?

– No co ty, dziadku, nie cieszysz się, że spadł śnieg? – zapytałam.

Dziadek popatrzył na mnie i westchnął:

– Zuziu, za moich czasów to było tyle śniegu, że z moim bratem kopaliśmy tunele śnieżne, żeby pójść do szkoły – odpowiedział.

 – Dziadku, ty nie lubiłeś zimy? –  zapytałam zmartwiona.

– W dzieciństwie lubiłem i to bardzo, ale to była ciężka i pracowita pora. Opowiem ci pewną historię....

         Pamiętam jak dziś, że pewnego poranka mama nie mogła nas obudzić do szkoły. Żartowała, że zapadliśmy w zimowy sen. Do szkoły mieliśmy trzy kilometry, więc trzeba było wcześnie wstać. Była zima, więc droga do szkoły wydawała się jeszcze dłuższa. Panowały mrozy, wiał często silny wiatr i trzeba było z tym się zmagać. Do dziś słyszę skrzypiący śnieg pod butami, widzę zamarznięte jezioro i te piękne zaśnieżone łąki i pola.

– Ojejku, dziadku, nie było autobusu szkolnego? – wtrąciłam przerażona.

– Nie było! Nikomu nawet nie śniło się, że może nas zawozić do szkoły autobus. Ludzie nie mieli samochodów, rowerów, wszystko było inaczej, niż teraz. Czasami tato wiózł nas saniami, wtedy to była frajda. Do sań zaprzęgnięty był nasz koń Łysek, z nim mogliśmy gnać przez zaspy!

         Tym razem musieliśmy iść do szkoły pieszo, mimo śniegu i mrozu. W końcu uszykowaliśmy się do wyjścia – ubrani w ciepłe kożuchy, rękawice i czapki robione na drutach przez mamę. Służyły nam już drugi rok! To była wyjątkowo trudna droga, śnieg skrzypiał pod butami, wiatr gwizdał, a my szliśmy jeden za drugim w wąskim śnieżnym tunelu, utworzonym przez spychacz. Po chwili mój starszy brat zawołał:

– Słyszysz?

– Co? – odpowiedziałem.

– Jak to, nie słyszałeś skomlenia? – zdziwił się Jaś.

– Wydaje ci się, masz przesłyszenia, to skrzypi śnieg – odparłem.

– Słyszę skomlenie psa – krzyknął brat, podbiegł do drzewa, które stało nieopodal nas, klęknął przy ogromnej zaspie, przyłożył ucho do niej i wykrzyknął, że tam jest przysypany śniegiem pies!

– Ratujmy go! – dał hasło i zaczęliśmy rękami odgarniać śnieg. Staraliśmy się robić to bardzo szybko, ale zamarznięta góra śnieżna nie miała końca. W końcu udało się. Naszym oczom ukazał się szczeniaczek z oklapniętym uszkiem, miał może z pół roku. Trząsł się jak galareta. Bez chwili namysłu włożyłem go pod kożuch i zawróciliśmy z drogi do szkoły. Cali mokrzy i szczęśliwi zapukaliśmy do drzwi naszego domu.

         Drzwi otworzyła nam mama. Była zła, że jesteśmy z powrotem. Po chwili odebrało jej mowę, bo spod mojego kożucha wyskoczyła znajda. Mamę zamurowało. Długo namawialiśmy ją, żeby pies mógł z nami zostać. W końcu udało się. Na cześć tego wydarzenia nazwaliśmy go Mrozek. Był z nami prawie dwadzieścia lat! Wierna psina dawała nam tyle radości…

– Rety, dziadku, ale historia! – zawołałam.

– Widzisz, wnusiu, bo za moich czasów to zima tak lubiła dzieci – roześmiał się dziadek i mocno mnie przytulił.

         Bardzo lubię opowieści mojego dziadka, przenoszą mnie do zupełnie innego świata. W dziadkowym świecie wszystko miało swoje miejsce, każda pora roku miała swoje uroki. Ludzie doceniali małe rzeczy, teraz jest inaczej!!! Walka o stan środowiska, często słyszę o porzuconych pieskach, schroniska pękają w szwach od bezpańskich zwierząt. Mam tylko nadzieję, że ja swoim wnukom też będę mogła opowiedzieć jakąś historie z dzieciństwa i powiem im wtedy: bo za moich czasów to było tak…