foto1
foto1
foto1
foto1
foto1


Dążymy do tego,
aby absolwent szkoły był człowiekiem prawym,
posiadającym rzetelną wiedzę,
przygotowanym do godnego, mądrego życia.

Konkurs literacki „Opowieści dawnych treści”

Oskar Guzikowski, klasa VI b

Opiekun merytoryczny – Anna Stanek

 

Gdy teraźniejszość będzie przeszłością

 

Jest 2089 rok. Obecnie jestem na emeryturze, ale pomagam swojemu synowi w prowadzeniu kancelarii. Znam się na tym – przez 30 lat byłem adwokatem. Mieszkam na 57 piętrze apartamentowca ze swoim synem, synową i uroczym wnukiem o imieniu Dawidek. Dzisiaj jest czwartek – ostatni dzień nauki i pracy, więc jutro spędzimy rodzinnie czas. Kiedy wnuczuś wraca    ze szkoły, zajmuję się nim. Syn dużo czasu spędza w kancelarii, a synowa jest prezesem w firmie, która produkuje, a raczej – tworzy drób.

Wykorzystując nieobecność wnuka, postanowiłem uporządkować chipy w kancelarii, aż tu nagle w drzwiach gabinetu ujrzałem wnuka ze spuszczonym nosem. Ewidentnie brakowało mu entuzjazmu. Pewnie coś przeskrobał w szkole…

– Jak w szkole? – zapytałem zaciekawiony.

– Nie lubię pani od polskiego! – wykrzyczał Dawid.

– Oj, od razu nie lubię… Nie powinieneś tak mówić – powiedziałem stanowczym tonem. Po chwili ogarnęła mnie melancholia. Zacząłem sobie przypominać swoje czasy szkolne. Uświadomiłem sobie, ile to czasu już upłynęło… W pewnym momencie znów usłyszałem Dawida.

– Dziadku, a twoja pani od polskiego to jaka była?

– Moja polonistka? To prawdziwy anioł dobroci o złotym sercu i z anielską cierpliwością – odpowiedziałem.

– Nie dawała karnych prac polonistycznych? – zapytał z zmarszczonymi brwiami chłopiec. Powiedziałem wnukowi, że za moich czasów nie było takich kar, lecz uwagi negatywne, a jeszcze wcześniej,  za czasów moich rodziców, karą było dostanie linijką po rękach albo zostanie po lekcjach w klasie. Rodzice uważali, że tego typu kary powinny wrócić, i że moje pokolenie z powodu braku takich kar rozpuszczone i bezczelne.

– A ty, dziadku, miałeś takie uwagi?

– Ależ skąd, Dawidku, nie miałem żadnych uwag – zachichotałem cicho pod nosem i dodałem: – Teraz powiedz mi, młodzieńcze, co się stało w szkole.

– Pani zadała mi WYPRACOWANIE. Za karę. Muszę przeprowadzić wywiad z babcią lub dziadkiem i napisać opowiadanie o ich dzieciństwie. Jeśli tego nie zrobię, to dostanę 6! – mówił zdenerwowany Dawid.

– A za co ta kara? – zapytałem zaciekawiony.

– Zapomniałem chipa na polski i poprosiłem ochroniarza szkoły, aby podrzucił mnie flycarem do domu. Jak wsiadałem, to zauważyła mnie polonistka i uznała, że uciekam z lekcji.

Wysłuchałem uważnie mojego wnuczka. Wzdychałem i rozkładałem ręce. Ponownie zamyśliłem się. Myślałem o tym, jak przez ostatnie pół wieku zmienił się świat. Pomyśleć sobie, że teraz książkę i zeszyt zastępuje chip w głowie, a smartfony, laptopy i tablety, tak upragnione przez moje pokolenie, można oglądać tylko w muzeach informatyki!

– Dziadzia, opowiesz mi coś o swoim dzieciństwie? – Popatrzył się na mnie, robiąc maślane oczy.

– Postaram się coś wymyślić – rzekłem. I zacząłem opowiadać historię, której zbyt dobrze nie wspominam.

 – Działo się to w roku 2020. Chodziłem wtedy do piątej klasy i bardzo nie lubiłem szkoły. Byłem zbuntowanym chłopcem, który nie chciał chodzić do szkoły. Nie cierpiałem tego! Marzyłem, żeby pozamykali szkoły, abym nie musiał codziennie oglądać swoich kolegów i niektórych nauczycieli. I wyobraź sobie, że to się spełniło!

– Jak to możliwe?  – Dawid z powątpiewaniem pokręcił głową.

– Szkoły zamknięto, a my najpierw mieliśmy wolne, później nauczyciele zaczęli nam przesyłać zadania przez e-dziennik, a na końcu mieliśmy lekcje przez Internet.  Moje marzenie po części się spełniło, jednak potem jak najszybciej chciałem, aby szkoła wróciła i życie było normalne, i żeby to wszystko się skończyło.

– A co się takiego wydarzyło? – zapytał się Dawid.

– Młodzieńcze, na całym świecie panowała pandemia. Powodem tego by wirus Covid-19, który wymknął się z laboratorium w Wuhan. Ludzie zaczęli chorować i umierać, a nie wiadomo było, jak leczyć tę nową chorobę. Była bardzo zaraźliwa. Dlatego musieliśmy nosić maseczki i wszędzie dezynfekować dłonie. Wiosną, gdy choroba doszła do Polski, rząd zdecydował, że prawie wszyscy mają przebywać w domach, żeby się nie zarażać. Przez 2 miesiące nie mogliśmy wychodzić z domu, jedynie do sklepu po najpotrzebniejsze zakupy. Nie wolno było wychodzić na dwór, nawet do parku czy lasu! Czuliśmy się jak więźniowie. Gdy po 2 miesiącach wybrałem się z rodzicami do lasu, nie mogłem nacieszyć się zabawą, wolnością i śpiewem ptaków.

Niby powinniśmy się cieszyć – niektórzy byli sami w domu, bo rodzice w pracy, można więc było robić, co się chce. Ale co to za zabawa, jeśli nie ma kolegów? Ile można siedzieć przed komputerem, grać w gry, oglądać filmy na Netfliksie i jeszcze do tego mieć zdalne lekcje… Pandemia ta trwała ze 2 lata. Jedni ludzie wierzyli, a niektórzy sądzili, że nie ma wirusa. Z miesiąca na miesiąc było coraz więcej zarażonych, a potem zaczęło umierać coraz więcej osób.

Kiedy wnuczkowi opowiadałem o tym wszystkim, unosił brwi ze zdziwieniem, a jego twarz czasami była blada jak ściana. Nagle powiedział:

–  To musiało być straszne. Jak mogliście żyć bez wychodzenia na dwór, sportu i chodzić w tych maseczkach?!

Zamyśliłem się, jak sobie o tym wszystkim przypomniałem. Serce mi pękało. Ponownie poczułem strach i żal, bo przez tę chorobę odeszły znajome osoby.

– Jak to się skończyło, dziadku ?

– Wynaleziono szczepionkę, którą otrzymali najpierw medycy, nauczyciele, seniorzy, później inni chętni, i po jakimś czasie świat pokonał pandemię. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Ludzie znaleźli sposoby na wiele chorób. Przestali chorować na cukrzycę, choroby serca, nie mają problemu z tarczycą, a otyłość nikomu już nie jest znana. Nie odnotowano również żadnego nowego przypadku zespołu Tourette’a. Nawet mamy już szczepionkę na raka! Ludzie zaczęli bardzo o siebie dbać. Bez sportu i zdrowej diety nikt sobie nie wyobraża życia.

– Hmm… A była jakaś historia z czasów pandemii, którą miło wspominasz?

– Pewnie – powiedziałem z ekscytacją i zabrałem się za opowieść. – To już był 2021 i pamiętam jak dziś: połowa stycznia i wtedy były ferie. Byłem w domu z siostrą. Pewnego ranka obudziłem się i ujrzałem śnieg, więc szybko zjedliśmy śniadanie i poszliśmy z mamą na dwór.

– Dziadku, jaki śnieg, co to jest śnieg???

– Aaa, zapomniałem, że od 20 lat nie ma śniegu, więc go nie znasz. Jest to taki biały puch, zamarznięte drobiny wody, i spada z nieba...

Opowiedziałem wnukowi z radością, jak poszliśmy na sanki, zjeżdżaliśmy z górki, robiliśmy bitwę na śnieżki, anioły na śniegu, jakiego ulepiliśmy bałwana i jak strącałem sopelki z dachu            dla siostrzyczki… Przypomniałem też opowieści o zimach za czasów moich dziadków. Podobno zaspy ze śniegu były ogromne i sięgały do pasa dorosłego człowieka. Na szybach w domu pojawiały się piękne kwiaty, bo na dworze był duży mróz. Zamarzały rzeki i jeziora. Ludzie przeprawiali się przez nie na drugą stronę – po lodzie. Dzieci chodziły się tam ślizgać. Lód był taki gruby, że nikt się nie bał, że utonie. A dziś… Ocieplenie klimatu spowodowało, że nawet w górach nie ma śniegu. Nie ma już zim.

– Ale miałeś fajnie, dziadku. Znałeś śnieg i lód… Zazdroszczę.

Gdy opowiadałem o śniegu Dawidkowi, zauważyłem, że oczy miał błyszczące niczym gwiazdy. Popatrzyłem na wnuka z miłością. Cóż… Wszystko się pozmieniało. Szkoda,  że nie mogę zabrać go na sanki. Tęsknię też za papierowymi książkami, pieniędzmi (męczą mnie te jednostki na palcu), nawet za zapachem benzyny i smakiem hodowanego drobiu.

W poniedziałek Dawid wrócił ze szkoły podekscytowany. Dostał 1+ z pracy karnej i pani była zachwycona opisaną przez niego historią. Oznajmił, że nauczycielka zaproponowała mu najwyższą ocenę na koniec roku, czyli 1, jeśli wraz z kolegami opracuje projekt ,,Życie naszych dziadków”. Oczywiście pomogę mojemu kochanemu wnukowi.  Już wiem, o czym ten projekt będzie. Zapowiada się ciekawa ,,wyprawa” w przeszłość…

2021 Copyright My School Rights Reserved